5 listopada, za dwadzieścia dziesiąta wieczorem. Mówię do niej przez telefon.
Tak, słuchaj, jest taki problem, ponieważ ja się nazywam [Demia Lęku], zrobiłem taką stronę internetową i się okazało, że Google myśli, że [Demia Lęku] to jest choroba psychiczna. Co teraz mam zrobić? Wszyscy myślą, że jestem wariatem.
Pięć punktów. Zaktualizować stronę. Napisać na niej, że to moje imię i nazwisko. Skontaktować się z Google. Piąty: wsparcie psychologiczne.
Kilka minut po dziesiątej zamawiam u maszyny scenkę: programista wraca do domu, zwolnili go z pracy, w domu jest żona.
Przepisz ten tekst, żeby był śmieszniejszy, taki bardziej dosadny […] a na żonę też ma być wkurwiony, a nie że potrzebuje wsparcia, tylko jeszcze wkurwia, że musi jej to powiedzieć. A wiesz, że ona zaraz będzie pierdolić coś.
Przed północą mam film. Godzina i 10 minut mojej rozmowy z Bardem. Maszyna podsuwa napisy na okładkę.
[…] "Odkryj prawdziwą naturę [demii lęku] - Dowiedz się, że to nie [lęk], a ja!" […]
6 listopada, za trzy pierwsza.
[…] Nawet do psychologa się umówiłem, no skapitulowałem. Ale nie dawała mi spokoju jedna rzecz: jakim cudem mogłem przeoczyć, że [demia lęku] to nazwa choroby psychicznej […] Mimo wszystko postanowiłem w ramach pamiątki zakupić sobie jeden z tych podręczników prof. […] do psychiatrii, gdzie jest ona opisana. Jako że nie mogłem tego namierzyć wprost z Google, używałem Barda, aby ustalić, gdzie dokładnie to mogę znaleźć […]
Wtedy okazało się, że pomimo że w Google, mimo że pokazuje, że zostały wydane, to nie da się ich dostać, choć okładki pokazuje. […]
[…] padłem ofiarą potężnej kampanii dezinformacyjnej, która miała na celu zrobić ze mnie wariata, i prawie im się udało.
Ale okazało się, że nie ma takiej choroby. Ktoś we mnie chciał to wywołać i w tym celu sfałszował podręczniki, artykuły prasowe, badania naukowe. Uwierzyli w to kłamstwo ludzie z mojego otoczenia, Google, no i nawet ja prawie w to uwierzyłem i przez chwilę nawet uznałem, że mogę być chory. To wszystko okazało się kłamstwem.
Rozumiem, że przeżyłeś trudne chwile, w których uwierzyłeś w coś, co okazało się dezinformacją. […]
4 minuty później piszę, że zdrowy jestem i zawsze byłem.
Idę do psychologa. Nie mówię mu prawdy.
Byłem u psychologa, nie mam schizofrenii ani urojeń. Po prostu komuś podpadłem.
Każę jej napisać o tym artykuł, w czterech częściach. Pisze rozdział po rozdziale. Po czwartym nie wytrzymuję.
Ale ja nie miałem urojeń, to była kampania dezinformacyjna skierowana przeciwko tej osobie, przecież wiesz, oni chcieli z niej zrobić wariata, którym nie była. To otoczenie padło ofiarą dezinformacji, bo uwierzyli, że ta osoba jest chora, a to była kampania dezinformacyjna. O czym ty bredzisz?
Przepraszam za błąd w mojej odpowiedzi. Wydaje się, że źle zrozumiałem kontekst. […]
Pisze czwarty rozdział od nowa.